Brexit zmieni sojusze w Unii – czy Polska odegra rolę w tej przebudowie? - Wiadomości - MADEINPOLAND24 Polski Portal Anglia, Szkocja, Londyn, Edynburg. Ogłoszenia w Anglii, praca w Londynie - MADEINPOLAND24.co.uk
Dzisiaj jest: 16.8.2018, imieniny: Joachima, Nory, Stefana

Brexit zmieni sojusze w Unii – czy Polska odegra rolę w tej przebudowie?

Dodano: 3 miesiące temu Czytane: 71 Autor:

Płotki z północy i wschodu Unii, które długo pływały wokół Wielkiej Brytanii, widząc w niej swojego opiekuna, szukają dziś nowych koalicji.

Brexit zmieni sojusze w Unii – czy Polska odegra rolę w tej przebudowie?
Nie chcą dopuścić do tego, by Francja i Niemcy popchnęły je po brexicie w stronę coraz większej integracji, pisze Paul Taylor z POLITICO.
  • Powstają luźne koalicje krajów północnych przeciwko dominacji Francji i Niemiec w strefie euro oraz krajów wschodnich przeciwko unijnym pomysłom na lokowanie uchodźców
  • Jednocześnie doszło do ponownego ożywienia Grupy Wyszehradzkiej, do której należą Polska, Węgry, Czechy, Słowacja
  • Realna władza w Unii bierze się ze zdolności blokowania niechcianych zmian i kluczowe dla osiągnięcia pożądanego celu jest stworzenie mniejszości blokującej – wtedy twój głos liczy się przy stole negocjacyjnym z dużymi graczami
  • Większość regulacji w Unii przyjmuje się jednak większością kwalifikowaną, więc kraje stale szukają sojuszników, by mieć pewność osiągnięcia celu – mistrzami w tej sztuce byli Brytyjczycy

Dowodzona przez premiera Holandii Marka Rutte koalicja, skierowana przeciw francuskim pomysłom na większe współdzielenie ryzyka w strefie euro, oddała w ostatnich tygodniach ostrzegawcze salwy w stronę obu europejskich potęg.
 

Podobnie uczyniła grupa krajów Europy Środkowej przeciwna inicjowanym przez Niemcy staraniom, by każdy kraj przyjął jakąś część uchodźców oraz by powiązać pomoc regionalną z przestrzeganiem rządów prawa.
 

Rosnąca widoczność i asertywność obu grup to objaw nowej, chwiejnej równowagi sił w Europie. Największe ostatnio wstrząsy, jakie naruszyły stabilność Unii to: brexit; kilkadziesiąt propozycji reform zgłoszonych przez nadaktywnego prezydenta Francji Emmanuela Macrona oraz względna słabość niemieckiej kanclerz Angeli Merkel, która przeszła przez sześć miesięcy politycznego czyśćca, by stworzyć wielką koalicję.
 

Przyjrzyjmy się najpierw sojuszowi z północy. Kraje takie jak Szwecja, Irlandia, Estonia traktowały kiedyś Wielką Brytanię jak starszego brata w sprawach od wolnego handlu i liberalnej polityki gospodarczej po obronę suwerenności pieniężnej i opór wobec Rosji. Obecnie odczuwają bóle fantomowe po rychłej amputacji Wielkiej Brytanii i rozglądają się za nowymi sposobami, by bronić swego.
 

– Brexit nas osierocił – mówi pewien szwedzki dyplomata, pytany o to, dlaczego rządzona przez socjaldemokratów Szwecja podpisała się pod listem ośmiu przeważnie liberalnych krajów w sprawie przyszłości strefy euro (do której nawet nie należy). – Aż dotąd Wielka Brytania była czołowym graczem pośród dziewięciu krajów poza strefą euro, które biły się o to, by ich interesy nie zostały podeptane przez eurogrupę. Musimy znaleźć nowych sojuszników.
 

I tak oto powstaje luźny sojusz Holandii, Irlandii, Szwecji, Danii, Finlandii, Estonii, Łotwy i Litwy. Zwolennicy określają go jako XXI-wieczną wersję Ligi Hanzeatyckiej, grupującej kiedyś miasta kupieckie w średniowiecznej Europie. Brukselscy złośliwcy nazywają ją "Mark Rutte i siedmiu krasnoludków".
 

Jak twierdzą doradcy, prawicowo-liberalny holenderski premier, który przez pierwsze 10 lat na urzędzie wykazywał niewielkie zainteresowanie sprawami europejskimi, postanowił odegrać aktywniejszą rolę z powodu nagłego odejścia podobnie myślących Brytyjczyków.
 

Ruttemu chodzi głównie o to, by nie dopuścić, by kraje południa i wschodu sięgały do kieszeni jego podatników. Chce, by po wyjściu Wielkiej Brytanii mniejsza i lżejsza Unia obcięła wydatki, zamiast żądać od płatników netto, by uzupełnili wywołaną przez brexit dziurę budżetową w wysokości 12 mld euro.
 

Odrzuca on zgłoszone przez Macrona propozycje stworzenia budżetu strefy euro, powołania osobnego ministra finansów i parlamentu, co miałoby wzmocnić unię monetarną. Twierdzi, że kraje strefy powinny za to skupić się na prorynkowych reformach, które zwiększą ich konkurencyjność.
 

Jednocześnie w trakcie ostatnich trzech lat doszło do ponownego ożywienia Grupy Wyszehradzkiej (V4), do której należą Polska, Węgry, Czechy, Słowacja. Jej członkowie starają się odpierać naciski Komisji Europejskiej, by dzielić się uchodźcami, a także bronią dużych transferów funduszy unijnych do biednych krajów, które weszły do Unii po 2000 r.
 

Polska i Węgry próbowały wykorzystać grupę, by uchronić się przed europejskim ostracyzmem, jaki może je spotkać z powodu przejęcia kontroli przez władzę nad sądownictwem i mediami oraz tworzeniem nieliberalnego ustroju. V4 stara się poszerzyć wpływy, nawiązując współpracę w niektórych kwestiach z Rumunią, Bułgarią i krajami bałtyckimi.

Meandry Macrona na wschodzie

Żaden z tych sojuszy nie jest bardzo trwały i nie ma spójnych poglądów na integrację europejską. Nordycy, owszem, są przeciw transferom fiskalnym w strefie euro i promują liberalny model gospodarki, ale wiele z tych krajów wsparło Macrona w walce o ostrzejsze uregulowanie praw pracowników delegowanych z Europy Wschodniej, którym zarzuca się dumping płacowy i podkopywanie standardów ochrony pracy na zachodzie Europy.
 

Francuski prezydent również przystąpił do nawiązywania nowych przyjaźni, zwłaszcza w Europie Środkowej, którą poprzedni władcy Paryża traktowali z lekceważeniem. Jego ludzie krążą po Europie w poszukiwaniu sojuszników dla jego proeuropejskiej partii En Marche w przyszłorocznych wyborach do europarlamentu. Działania te mogą doprowadzić do powstania nowych koalicji, jeśli stare partie europejskie stracą poparcie na rzecz ludzi w rodzaju Macrona albo partii populistycznych.
 

– Nie rozumuję w kategoriach dużych i małych krajów, starych i nowych członków czy też nieprzekraczalnych podziałów między północą a południem. Codzienna rzeczywistość europejskich negocjacji, w których liczy się współpraca i kompromis, pokazuje coś przeciwnego: interesy częściej są zbieżne niż trwale sprzeczne – mówił Macron w wywiadzie dla publikowanego corocznie przez Fundację Schumana raportu o stanie Unii.
 

Jak twierdzi dyrektor think tanku European Council on Foreign Relations Mark Leonard, jednym z sukcesów Macrona było odświeżenie stosunków Francji z krajami, gdzie była ona poprzednio nieobecna oraz przywrócenie jej roli jako orędownika wielkich europejskich ambicji. Dodaje jednak: – Aby budować koalicje, to zanim się wygłosi ważne przemówienie, należy dogadać się z partnerami.
 

Realna władza w Unii bierze się ze zdolności blokowania niechcianych zmian. Chociaż ministrowie w Radzie Unii Europejskiej rzadko głosują, a do większości decyzji dochodzi się przez konsensus, kluczowe dla osiągnięcia pożądanego celu jest stworzenie mniejszości blokującej. Wtedy ma się głos przy stole negocjacyjnym z dużymi graczami.
 

Tam, gdzie decyzje wymagają konsensusu – np. w kwestiach polityki zagranicznej, obronnej, sankcji przeciwko członkowi, który narusza fundamentalne prawa – jeden kraj może nie dopuścić do wspólnego działania. Dlatego Polska nie musi się obawiać utraty prawa głosu albo funduszy, dopóki Węgry (pod rządami świętującego swój kolejny triumf wyborczy premiera Viktora Orbána) dają jasny sygnał, że zablokują tę decyzję.
 

Większość regulacji w Unii przyjmuje się jednak większością kwalifikowaną, więc różne kraje stale szukają sojuszników, by mieć pewność osiągnięcia celu. Mistrzami w tej sztuce byli Brytyjczycy – wymieniali się przysługami z wieloma krajami, wspierając sojuszników w kwestiach, które ich nie dotyczyły wprost, w zamian za poparcie dla swoich żywotnych interesów.
 

Jednak to działa tylko do czasu, gdy jakiś kraj pozostaje w Unii, aby móc odwzajemnić przysługę. W ten sposób Wielka Brytania z chwilą decyzji o wyjściu utraciła większość swoich wpływów. Premier Theresa May wciąż próbuje uzyskać korzyści, odwiedzając dawnych sojuszników takich jak Szwecja i Dania w ostatniej fazie negocjacji brexitowych, ale nie jest jasne, co może zaoferować w zamian.

Sojusze są ważne

Choć po wyjściu Wielkiej Brytanii, Niemcy i Francja uzyskają jeszcze większą względną wagę, nie mogą posunąć się za daleko. Także i dla nich tworzenie koalicji będzie kluczowe w negocjacjach w sprawie następnego długookresowego budżetu Unii, które zaczynają się w tym roku.

Podczas ostatniej rundy w 2013 r. tuż po kryzysie finansowym Niemcy, Brytyjczycy, Holendrzy i Szwedzi stanęli na czele grupy płatników netto, którym po raz pierwszy udało się obciąć wydatki Unii liczone jako procent PKB.
 

Tym razem Niemcy deklarują gotowość, by zapłacić więcej (choć nie powiedziały o ile), aby załatać lukę po brexicie. Wiele krajów zarówno w grupie hanzeatyckiej, jak i wyszehradzkiej potrzebuje dobrych relacji z Niemcami nawet bardziej niż między sobą.
 

Kiedy przyjdzie moment zderzenia z rzeczywistością, żadne szumne deklaracje ani formalne lub nieformalne sojusze nie zatrzymają ich przed zawieraniem pragmatycznych układów z Paryżem i Berlinem. Płotki pływają razem, ale w ostateczności ocean należy do rekinów.

Źródło: www.onet.pl
Dodaj komentarz
Dodaj komentarz Ukryj formularz
2x5=
Odpowiedź na powyższe pytanie:
Wiadomości z tej kategorii
Polecane
Prowadzisz firmę w UK? Dodaj ją do naszego katalogu firm!